Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


młody człowiek rozpali wyobraźnię kobiety, która usłyszała ze to jest książę Walji, a ta sama kobieta nie zwróci już nań uwagi, dowiedziawszy się że się pomyliła). Spotkać midinetkę w domu schadzek, znaczy znaleźć ją wyzutą z owego nieznanego życia które ją przenika i które pragniemy przez nią posiąść; znaczy zbliżyć się do oczu zmienionych w istocie w zwykłe drogie kamienic; do nosa, którego fałdka jest równie bez znaczenia jak fałdka kwiatu. Nie, o ilebym chciał nadal wierzyć w realność tej nieznanej i przechodzącej opodal midinetki, uważałem za nieodzowne wypróbować jej opór, mierząc z nim moje intencje, narażając się na afronty, wracając do ataku, uzyskując schadzkę, wyczekując pod magazynem, poznając szczegół po szczególe to co składało życie tej dziewczyny, przenikając to w co spowija się dla niej przyjemność której szukam i dystans jaki jej rozmaite nawyki i jej swoiste życie pomieściłyby między mną a przywilejem, który chciałbym uchwycić i zdobyć; to było równie nieodzowne co odbyć długą podróż koleją, o ile chciałem wierzyć w realność Wenecji, ujrzanej naprawdę i nie będącej jedynie panoramą z Wystawy.
Ale właśnie te podobieństwa między pożądaniem a podróżą sprawiły, żem sobie przyrzekł zgłębić kiedyś naturę tej siły niewidzialnej ale równie potężnej jak wiara, lub jak, w świecie fizycznym, ciśnienie atmosferyczne; siły, która wznosiła