Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szek. Ot w tej chwili... ta pyjama taka bieluśka, ta szyjka... istny gołąbek“.
Albertyna, nawet gdy chodziło o lada głupstwo, wyrażała się całkiem inaczej niż podlotek, jakim była jeszcze przed kilku laty w Balbec. Obecnie oświadczyła, z powodu jakiegoś wydarzenia politycznego, które potępiała: „To doprawdy monstrualne“. I nie wiem, czy nie w tej epoce, chcąc powiedzieć, że jakaś książka wydaje się jej źle napisana, nauczyła się mówić: „Zajmujące, ale doprawdy »pisane jak nogą«“.
Zakaz wchodzenia do mnie nim zadzwonię, bawił Albertynę bardzo. Że zaś przejęła nasz rodzinny nawyk cytatów i czerpała je ze sztuk, które grywała w klasztorze a które ja lubiłem, porównywała mnie zawsze z Asuerusem:

Z jego rozkazu krwią się natychmiast ubroczy
Śmiałek, co nie wołany stanie mu przed oczy.
Nic od tego wyroku srogiego nie chroni;
Płeć ni godność; porówni prawo wszystkim broni
Przystępu, i ja sama...
Prawu temu podlegam tak jak każda inna...
I aby doń przemówić w jakiej bądź potrzebie,
Muszę czekać, aż wezwać raczy mnie do siebie.

Fizycznie Albertyna zmieniła się również. Długie niebieskie oczy — jeszcze bardziej wydłużone — zmieniły wygląd; zachowały ten sam kolor, ale