Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chciał po obiedzie uczęszczać na kurs algebry. P. Charlus zgadzał się, ale chciał widywać Moila potem.
— Niemożliwe, to stary obraz włoski (powtórzony w ten sposób, żarcik ten nie ma żadnego sensu; ale ponieważ p. de Charlus dał Morelowi do czytania Education sentimentale Flaubera, gdzie w przedostatnim rozdziale Fryderyk Moeau mówi te słowa, przez żart Morel nigdy nie żył słowa „niemożliwe“, aby nie dodać: „to stary obraz włoski“); kurs trwa do późna, i to już est wielki kłopot dla profesora, który byłby oczywiście bardzo dotknięty.
— Ależ nie ma potrzeby przechodzić kursu; algebra to nie jest pływanie ani nawet angielszczyzna, tego się można nauczyć równie dobrze z książki — odpowiadał p. de Charlus, w kursie algebry odgadując natychmiast jeden z owych obrazów, w których nie można było zgoła nic rozpoznać. Może były to noce z kobietą, albo — w razie jeżeli Morel starał się zdobywać pieniądze mętnemi środkami i przystał do tajnej policji — wyprawa z tajnymi agentami, lub kto wie, gorzej jeszcze, schadzka z żygolakiem, którego udział może był potrzebny w domu schadzek.
— Nawet o wiele łatwiej z książki — odpowiadał Morel — z kursu algebry nic się nie rozumie.
— Zatem czemu nie studjujesz jej raczej u mnie, gdzieby ci było o tyle wygodniej — mógłby odrzec