Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z tego że świat snu nie jest światem jawy, nie wynika aby świat jawy mniej był prawdziwy; przeciwnie. W świecie snu, percepcje nasze są tak przeładowane, każda tak pogrubiona warstwą która ją zdwaja, która ją oślepia bezużytecznie, że nie umiemy wręcz rozróżnić tego co się dzieje w zamęcie przebudzenia; czy to Franciszka przyszła, czy też ja, znużony wołaniem, poszedłem do niej? Milczenie było w tej chwili jedynym sposobem zamaskowania się, jak w chwili kiedy nas uwięzi sędzia znający okoliczności tyczące nas, ale w które nas nie wtajemniczono.
Czy to Franciszka przyszła, czy ja ją zawołałem? Może poprostu Franciszka spała, a ja ją obudziłem? Co więcej, czy Franciszka nie mieści się w mojej piersi, ile że odrębność osób i wzajemny ich stosunek zaledwie że istnieją w tym ciemnym mroku, gdzie realność równie mało jest przejrzysta co w ciele jeżowierza i gdzie percepcja niemal równa zeru może dać pojęcie o percepcji pewnych zwierząt? Zresztą, jeżeli nawet promienne drobiny rozsądku bujają w przejrzystem szaleństwie poprzedzającem owe zbyt ciężkie sny, jeżeli nazwiska Taine’a, George Eliot nie są tam nieznane, nie mniej świat jawy zachowuje tę wyższość, że go można co rano snuć dalej, nie można zaś co wieczór snuć dalej snu. Ale może istnieją inne światy, realniejsze niż świat jawy? A i tu widzieliśmy, że nawet ten świat jawy zmienia się