Strona:Mali mężczyźni.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


otworzywszy drzwiczki, doznała Stokrotka nowego zachwytu: jedna połowa była widocznie przeznaczoną na piwnicę, bo nagromadzono w niéj drzewo, węgle, i łuczywa; w drugiéj, stało pełno słoików, pudełek, i różnych zabawnych naczyń do mąki, cukru, soli i wszelkich domowych zapasów. Były téż i konfitury, piernik w blaszaném pudełeczku, sok porzéczkowy we flaszeczce od wody kolońskiéj, i herbata w skrzynce; ale największe bogactwo stanowiły dwie miseczki mleka i warząchew do zebrania śmietanki. Stokrotka klasnęła w rączki na ten widok, i chciała natychmiast wziąć się do roboty, lecz ciocia Ludka powiedziała:
„Jeszcze nie teraz; będziesz potrzebowała śmietanki do torciku przekładanego jabłkiem, który się poda na obiad, więc niech się ustoi do tego czasu.“
„Będzie torcik!“ zawołała Stokrotka, niedowierzając prawie, aby ją taka radość czekała.
„Jeżeli piecyk okaże się dobrym, to będą dwa torciki: jeden z jabłkiem, drugi z poziomkami,“ rzekła pani Ludwika.
„Więc cóż mam teraz robić?“ zapytała Salusia, niecierpliwie wyglądając chwili, kiedy rozpocznie robotę.
„Zamknij niższe drzwiczki u pieca, żeby się rozgrzał, potém umyj rączki, i wydobądź mąkę, cukier, sól i cynamon. Zobacz téż, czy stolniczka jest czysta, i obierz jabłko, bo je włożysz do środka.“
Stokrotka zebrała te wszystkie rzeczy, a ile przy tém narobiła szczęku i brzęku, łatwo się domyśléć, kiedy tak młodą była jeszcze ta kuchareczka.
„Doprawdy, nie wiem ile czego wziąć na tak małe torciki. Muszę je zrobić na chybi, trafi, a jak mi się udadzą, to sprobujemy więcéj,“ rzekła pani Ludwika trochę zakłopotana, chociaż ją bawiły odrobinki leżące