Strona:Mali mężczyźni.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i spiesznie wyszła, mówiąc: zrobię to, jeżeli się tylko da.“
Coby to było, nikt się tego dnia nie dowiedział; ale cioci Ludce tak błyszczały oczy, gdy oznajmiła Stokrotce, że obmyśliła nową zabawką i zamierza ją kupić, że przejęta ciekawością, zarzucała ją pytaniami całą drogę do miasta, nieotrzymując jednak dokładnych odpowiedzi. Została w domu, żeby się nacieszyć matką i maleńką Józią, a ciocia Ludka wybrała się do sklepów i wróciła tak obładowana jakiemiś dziwacznemi paczkami, że Stokrotka, zdjęta jeszcze większą ciekawością, chciała czémprędzéj jechać do Plumfield, żeby się przekonać, co się w nich znajduje. Cioci nie było jednak pilno, i bawiła długo w Mamy pokoju, a siedząc na podłodze z niemowlęciem na kolanach, rozśmieszała ją opowiadaniem różnych figli swych chłopców.
Stokrotka nie mogła pojąć kiedy ciocia wyjawiła tajemnicę przed jéj Mamą, która jednak widocznie ją wiedziała, bo zawiązując kapelusz córeczne, pocałowała jéj różową twarzyczkę, i rzekła: „bądź grzeczną moja Stokrotko i naucz się nowéj i pożytecznéj zabawki którą ciocia kupiła dla ciebie. Bardzo jest zajmująca, i tylko przez wielką dobroć będzie się ciocia nią bawić z tobą, gdyż jéj sama nie lubi.“
Po tych słowach, obie panie serdecznie się roześmiały, wzmagając tém jeszcze bardziéj ciekawość Stokrotki. — Gdy konie ruszyły, w tyle koryolkii zabrzęczało coś głośno.
„Co tam jest?“ zapytała Stokrotka, natężając słuch.
„Nowa zabawka,“ odrzekła poważnie ciocia Ludka.
„Z czego się ona składa?“
„Z żelaza, blachy, drzewa, miedzi, cukru, soli, węgli, i tysiąca innych rzeczy.“