Strona:Mali mężczyźni.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„To dziwne; a jaką ma barwę?“
„Rozmaite.“
„Czy duża?“
„Częścią duża, częścią mała.“
„Czy widziałam już co podobnego?
„Nieraz, ale było — to mniéj ładne.“
„Cóż to być może? Nie mogę już dłużéj czekać! Ach kiedyż zobaczę!“ wołała Stokrotka, podskakując z niecierpliwości.
„Jutro rano, po lekcyach.“
„Czy to będzie także dla chłopców?“
„Nie, tylko dla ciebie i dla Beci; chłopcy będą jednak lubili widzièć to, i przyjmować pewien udział; ale przypuszczanie ich do téj zabawy, zależéć będzie od twéj woli.“
„Jeżeli Adaś zechce, to się z nim podzielę.“
„Bądź pewna że wszyscy zechcą, a szczególniéj téż Nadziany,“ rzekła pani Bhaer, i ze śmiejącemi się oczami poklepała jakąś dziwaczną i dużą paczkę, którą trzymała na kolanach.
„Niechże i ja się dotknę, choćby jeden raz!“ zawołała błagalnie Stokrotka.“
„Ani razu; zgadłabyś co to jest, i cała przyjemność obróciłaby się w niwecz.“
Stokrotka żałośnie westchnęła, lecz po chwili uśmiech rozjaśnił jéj twarzyczkę, gdyż przez maleńki otwór w papiérze, zobaczyła coś błyszczącego.
„Jakże ja mogę czekać tak długo! czy się to w żaden sposób nie da zrobić, żebym zobaczyła dzisiaj?“
„O nie; trzeba tę rzecz urządzić i poustawiać różne przedmioty. Zresztą, obiecałam wujowi Teodorkowi, że ci nie pokażę tego, aż będzie w należytym porządku.“
„Kiedy wuj o tém wié, to musi być coś wspa-