Strona:Mali mężczyźni.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ostatnią razą musiałem zapłacić dwa centy za tuzin, a jednak dał mi sam drobiazg. Jakubek jest szkaradnie chciwy, zapowiedziałem mu więc, że je myślę sam zbierać, jeżeli się tak będzie drożył. Ja mam dwie piękne kury, ot te szare z czubkami; jajka ich sprzedaję pani Bhaer, ale nigdy drożéj, jak dwadzieścia pięć centów za tuzin. Wstydziłbym się wziąć więcéj!“ zawołał, ze wzgardą spoglądając na skład robaków.
„A te psy do kogo należą?“ zapytał Alfred, którego to wszystko bardzo zajmowało.
„Ten duży jest Emila; pani Bhaer nazwała go ,Krzysztofem Kolumbem‘“, odpowiedział Tomek tonem przewodnika po menażeryi. „Ten biały piesek jest Robcia, a żółty Teodorka. Jakiś człowiek miał je właśnie wrzucić do naszego stawu, kiedy pan Bhaer nadszedł i powstrzymał go. Dla takich malców ujdą, ale w moich oczach nic nie są warte. Nazywają się Kastor i Pollux.“
„Jabym najlepiéj lubił mieć tego osiołka Tobiaszka; taki maleńki, dobry, i tak miło na nim jechać!“ rzekł Alfred, pomnąc jak go bolały nogi, gdy się musiał pieszo włóczyć po świecie.
„Pan Artur Laurence przysłał go dla pani Bhaer, żeby nie potrzebowała dźwigać Teodorka na przechadzce. Wszyscy lubimy Tobiaszka, bo to śliczny osiołek, mój panie. — Gołąbki są własnością całéj gromadki; każdy ma swego ulubieńca, i gdy się młode wylęgają, dzielimy je pomiędzy siebie. To bardzo zabawne stworzonka; tutaj ich nie ma, ale idź je zobaczyć pod strychem, a ja tymczasem zajrzę do kur, czy nie zniosły jajek.“
Alfred wdrapał się po drabinie, wścibił głowę przez okienko i przypatrywał się ładnym gołąbkom,