Strona:Mali mężczyźni.djvu/348

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Niezawsze wielkei damy najlepiéj się wywiązują z tego, moja Ludko; czasami silna, zacna kobieta podżega chłopca do dobrego, i wyrabia go na człowieka,“ rzekł Artur oddając jéj pokłon ze znaczącym uśmiechem.
„Sądzę że urocza kobieta z którą się ożenił ów chłopiec, więcéj dlań zrobiła niż towarzyszka dziecinnych lat, druga „niesforna Andzia“. Najwięcéj jednak wpłynęła nań podobno owa rozumna, macierzyńska kobiéta która tak czuwała nad nim, jak Stokrotka dziś czuwa nad Adasiem.“ Mówiąc to, pani Ludwika zwróciła się ku matce siedzącéj na uboczu z Małgosią. Cechowały ją tak słodka godność i piękno podeszłego wieku, że Artur spojrzawszy z synowskiém poszanowaniem i z miłością, rzekł poważnie:
„Wszystkie trzy wiele dlań uczynili, i dla tego łatwo mi pojąć, jaką pomocą te dziewczynki będą dla twych chłopców.“
„Niemniejszą pomoc dadzą oni ze swéj strony: wierzaj mi, że to jest zobopólne. Alfred oddaje Stokrotce wielkie przysługi, muzyką; Dan lepiéj powoduje Andzią, niż ktokolwiek z nas; Adaś ze szczególną łatwością uczy waszę Złotowłosą. Ach! gdyby mężczyzni i kobiéty chcieli tylko ufać i dopomagać sobie wzajemnie, na wzór moich dzieci, — jakiémże cudowném miejscem byłby świat!“
Mówiąc to pani Ludwika miała zadumane oczy, jak gdyby jéj się przedstawiał obraz jakiegoś nowego i uroczego społeczeństwa, w którémby ludzie żyli tak szczęśliwie i niewinnie, jak jéj gromadka.
„Robisz wszystko co jest w twéj mocy, żeby przyspieszyć te błogie czasy, moja droga. Nie przestawaj w nie wierzyć, — pracuj i dowodź własnym przy-