Strona:Mali mężczyźni.djvu/346

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Za wcześnie wyrokujesz; ale z pewnością ma talent, i nie można wątpić, że niezadługo będzie mógł zarabiać na chléb. Opiekujcie się nim jeszcze rok lub dwa, a potém odbiorę go, i pchnę w świat.“
„Jakież to piękne widoki dla biédnego Alfreda, który do mnie przyszedł sześć miesięcy temu, pozbawiony przyjaciół i opieki. — Dana przyszłość, łatwo mi wyobrazić sobie. Wkrótce zażąda go pan Hyde, a wówczas dam mu zacnego i wiernego sługę: należy on do rzędu tych, co umieją dobrze służyć, jeżeli zapłatą jest przywiązanie i ufność, i ma dosyć energii, by sobie wyrzeźbić losy według woli. Tak, bardzom uszczęśliwiona, że się nam powiodło z tymi dwoma chłopcami; jeden z nich tak był słaby, a drugi tak dziki, tymczasem dziś obaj są ogromnie zmienieni, i tak wiele obiecują.“
„Jakichże czarów użyłaś, Ludko?“
„Kochałam ich tylko, a Fritz dokonał reszty.“
„Poczciwa z ciebie dusza! Znać, że owo ,kochałam ich tylkoʻ, niemało cię kosztowało trudu,“ rzekł Artur, patrząc na jéj wychudłą twarz z większém uwielbieniem, niż kiedy była młodą panienką.
„Prawda żem zwiędła i postarzała się, alem bardzo szczęśliwa; nie lituj się więc, Teodorku,“ rzekła, rozglądając się w około z zadowoleniem.
„Tak, z każdym rokiem twoje dzieło lepiéj się powodzi,“ powiedział, wskazując znacząco na wesoły obraz, jaki mieli przed sobą.
„Jakżeby mi się mogło niepowodzić, kiedy mam tyle pomocy od was wszystkich,“ odparła pani Ludwika, z wdzięcznością spoglądając na hojnego opiekuna swego zakładu.