Strona:Mali mężczyźni.djvu/345

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wioną radość, gdy odrzuciwszy Emila, jemu podała rękę. Ma się rozumiéć, że Andzia z Tomkiem, Stokrotka z Alfredem, stanęli parami, a wuj Teodorek zaprosił Azyę, którą widocznie brała wielka chęć do tańca, — i bardzo jéj ten zaszczyt pochlebił. Silas z Maryą-Anną urządzili sobie pląsy w przedsionku, i przez półgodziny całe Plumfield oddawało się wesołości.
Następnie młodzież wybrała się na przechadzkę; na czele jechał kocz z bani, a szczury dzielnie w nim ciągnęły księżniczkę i woźnicę.
Podczas gdy się dzieci bawiły, starsi rozmawiając w bawialnym pokoju, przyglądali się im przyjazném okiem krewnych i przyjaciół.
„O czém myślisz, siostro Ludko, z tak uradowaną twarzą?“ zapytał Artur, siadając obok niéj, na sofie.
„O moich letnich pracach i o przyszłości tych chłopców,“ odrzekła z uśmiechem, robiąc mu przy sobie miejsce.
„Pewno wyobrażasz sobie, że każdy z nich będzie słynnym malarzem, wielkim mężem stanu, znakomitym wojakiem, lub przynajmniéj miljonowym kupcem.“
„Mylisz się: już nie jestem tak ambitną jak niegdyś, i poprzestanę dla nich na uczciwém imieniu; ale muszę przyznać, że dla niektórych, spodziéwam się niemałéj chwały i karyery. Adaś jest niezwyczajném dzieckiem, i zdaje mi się, że się wyrobi na coś dobrego lub pięknego, w najlepszém znaczeniu tego słowa. Mam nadzieję, że inni także pokierują się dobrze, a zwłaszcza moi ostatni wychowańcy, bo dzisiejsza gra Alfreda każe się spodziéwać po nim geniuszu.“