Strona:Mali mężczyźni.djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzonéj przedtém arytmetyki, i pracował nad nią tak usilnie, że wuj Fritz był uradowany, chociaż nie mógł zrozumiéć téj fantazyi, póki mu Adaś nie powiedział pewnego razu: Jak dorosnę, to będę buhalterem, jak ojciec, więc się muszę obeznać z rachunkami, żeby równie pięknie utrzymywać książki.
„Co mały chłopiec może robić, żeby zbiérać pieniądze,“ zapytał raz ciotkę, z powagą.
„Dla czego pytasz o to, mój drogi?“
„Ojciec mi zalecił, żebym miał staranie o Mamie i siostrzyczkach, więc chciałbym spełnić jego wolę, a nie wiem jak się wziąć do tego.“
„On miał na myśli późniejszy czas, jak dorośniesz.“
„Jabym jednak chciał zacząć teraz, bo mi się zdaje, żem powinien kupić różne rzeczy dla mojéj rodziny. Mam dziesięć lat, a są chłopcy co już w tym wieku zarabiają.“
„Może chcesz zbiérać uschłe liście i przykryć nimi grządkę z truskawkami? Dam ci za to dollara?“ powiedziała ciocia Ludka.
„Czy to nie za dużo? wszakże mógłbym tę robotę wykonać w jeden dzień. Bądź sprawiedliwą, ciociu, i nie płać za wiele, bo chciałbym prawdziwie zapracować te pieniądze.“
„Będę sprawiedliwą, mój drogi Adasiu, i nie zapłacę za dużo; tylko nie trudź się zbytecznie. Gdy to zrobisz, znajdę jeszcze co innego,“ rzekła ciocia Ludka, bardzo wzruszona jego żądzą dopomagania, i poczuciem sprawiedliwości, — z których to zalet przypominał skrupulatnego ojca.
Gdy skończył robotę z liśćmi, przywoził z lasu wióry taczkami, i dostał znowu dollara. Potém pomagał oprawiać szkolne książki, pracując wieczorami, pod kierunkiem Franza. Nad każdym tomem mozolił