Strona:Mali mężczyźni.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziom, a ja lubię uzdrawiać. Alboż moja szałwja nie odjęła bólu głowy, matce Bhaer? Czy Antoś nie przestał cierpiéć na zęby, w pięć minut, od mojego chmielu, — a co?“
„Może będziesz także przystawiać pijawki, obcinać nogi i wyrywać zęby?“ zapytała Stokrotka, drżąc na samę myśl o tém.
„Ma się rozumiéć, wszystko będę robiła; dla mnie to nie jest przykre. Ludzie będą się kaleczyli, a ja ich goić będę. Mój dziadunio był lekarzem, i widziałam, jak komuś zaszywał ogromną ranę na twarzy, a ja trzymałam gąbkę i nie bałam się wcale. Dziadunio téż powiedział, że ze mnie zuch dziewczyna.“
„Jak ty mogłaś patrzéć! Mnie także żal słabych osób, i lubię je doglądać, ale tak drżą podemną nóżki, że rada nie rada muszę uciec. Ja wcale nie jestem zuchem!“ rzekła Stokrotka z westchnieniem.
„Będziesz mogła być podręczną dozorczynią i pielęgnować moich chorych, jak im przepiszę lekarstwo po obcięciu nóg,“ powiedziała Andzia, mająca widoczny popęd do gwałtownych środków.
„Andziu, gdzie ty jesteś?“ zawołano z dołu.
„Tutaj!“
„Oj! oj!“ odezwał się znowu ten sam głos, i zobaczyły Emila, z twarzą wykrzywioną bólem.
„Przeklęta drzazga wlazła mi w palec, i nie mogę jéj wydobyć. Może ty sprobujesz, Andziu?“
„Bardzo głęboko utkwiła, a nie mam igły,“ rzekła, z ciekawością oglądając zraniony palec.
„Weź szpilkę,“ odezwał się nagląco Emil.
„Niemożna, bo jest za gruba i nie ma ostrego końca.
Słysząc to, Stokrotka wyjęła z kieszeni ładny igielnik z czterema igłami.