Strona:Mali mężczyźni.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Jużem zmiarkowała, jaki mamy obowiązek względem téj dziewczynki: ona potrzebuje przejąć się czémś żywo, i jeżeli nie zdobędzie nic takiego, stanie się kobietą suchą, szorstką, niezadowoloną z życia. Zamiast przytłumiać ruchliwą naturę, starajmy się zapewnić jéj odpowiednią pracę, a późniéj nakłonimy ojca, by ją pozwolił uczyć medycyny. Będzie doskonałą lekarką, bo ma odwagę, nerwy silne, serce tkliwe, i litość dla wszelkich cierpień. Pan Bhaer uśmiechał się z początku, ale przystał na wyprobowanie jéj zdolności. Dał w ogrodzie zagon na zioła lecznicze, uczył ich własności, i pozwalał je zażywać dzieciom w lekkich przypadłościach. Andzia tak dobrze pojmowała i pamiętała wszystko, tak była oddana temu zajęciu, że zachęcony profesor, nie zamykał przed nią drzwi, chociaż była tylko małą kobiétką.
Siedząc owego dnia na wierzbie, rozmyślała właśnie o tém wszystkiém, a gdy Stokrotka rzekła ze zwykłym spokojem:
„Ja lubię rządzić domem, i chciałabym miéć ładniutkie gospodarstwo dla Adasia, jak dorośniem i będziemy razem mieszkać.“
Andzia odparła stanowczym tonem:
„A ja nie mam brata, więc nie będę potrzebowała trudnić się domem. Wolę miéć aptekę pełną flaszek, szufladek, moździerzy i tłuczków; objeżdżać okolicę kabryoletem, i leczyć chorych. Jakie to będzie zabawne!“
„Fe! jak ty możesz znosić szkaradną woń tych rozmaitych proszków, olejku rycinowego, senesu, i syropów na miodzie!“ zawołała Stokrotka, otrząsając się.
„Nie myślę ich używać sama, więc mi to będzie obojętne. Zresztą, wszystkie te rzeczy pomagają lu-