Strona:Mali mężczyźni.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Potrzeba mi było pieniędzy.“
„Na co?“
„Żeby oddać należność.“
„Komu?“
„Tomkowi.“
„Nigdy w życiu nie pożyczał odemnie!“ zawołał Tomek z przerażeniem, gdyż łatwo mu było odgadnąć co daléj nastąpi, a wielbiąc Dana, byłby już wolał czary.
„Może to on ukradł piéniądze?“ wykrzyknął Antoś, który miał żal do Dana za wyrządzoną mu kąpiel, i wzięła go chętka, jako prostego śmiertelnika, odpłacić mu się za to.
„Ach Danie!“ zawołał Alfred i załamał ręce, nie pomnąc że trzyma chléb z masłem.
„Przykra to rzecz, ale ją muszę raz załatwić, bo niepodobna żebyście się nawzajem podejrzéwali, i żeby cały zakład na tém cierpiał. Czyś ty położył tego dollara, dziś rano, w szopie?“ zapytał pan Bhaer.
Dan patrząc mu prosto w oczy, odpowiedział pewnym głosem: „Ja!“
Powstał szmer w koło stołu, Tomek z łoskotem rzucił kubek, Stokrotka zawołała „Wiedziałam że Alfred tego nie zrobił!“ Andzia rozpłakała się, a pani Ludwika wyszła z pokoju, z twarzą tak strapioną, smutną, zbolałą, — że Dan niemogąc znieść tego widoku, ukrył na chwilę twarz w rękach, potém podniósł głowę, wyprężył się, jak gdyby miał zarzucić jaki ciężar na plecy, — i rzekł dawnym, opryskliwym tonem:
„Jam to zrobił, ale choćbyś mię pan niewiedziéć jak męczył, nie powiem ani słowa więcéj.“
„Nawet tego że żałujesz swego postępku?“ spytał profesor, zmięszany zmianą jaka w nim nastąpiła.
„Nie żałuję.“