Strona:Mali mężczyźni.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wał i zawołali że już piąta, a Jakubek odpowiedział iż wrócą inną drogą,“ dorzucił Tomek.
„Kiedy tak, to siadajcież!“ Po chwili wyruszył do domu wóz pełen znużonych dzieci i dzbanuszków z jerzynami. Pani Ludwika nierada była posłyszawszy o rozdzieleniu się gromadki, i wysłała zaraz Franza na osiołku, by wyszukał młodszą dziatwę. Po wieczerzy, całe grono domowych siedziało, jak zwykle, w chłodnym przedsionku, kiedy Franz powrócił zgrzany, zapylony i wylękły.
„Czy przyszli?“ spytał zdaleka.
„Nie;“ odrzekła pani Bhaer, i zerwała się z tak przerażoną twarzą, że wszyscy skoczyli z miejsc, i otoczyli Franza.
„Nie mogłem ich nigdzie znaleść!“ odezwał się; lecz zaledwie to wymówił, głośne „hola!“ wstrząsnęło wszystkimi, i po chwili ujrzano Jakubka i Emila.
„Gdzie Andzia i Robcio?“ zawołała pani Ludwika, przyskakując tak gwałtownie do Emila, że myślał iż nagle zmysły straciła.
„Nie wiem. Alboż nie wrócili do domu, razem z tamtymi?“ odezwał się żywo.
„Nie; Jerzy i Tomek zapewniali, że są z wami.“
„Wcaleśmy ich nie widzieli, i wróciliśmy stawem i lasem,“ rzekł Jakubek z takiém przerażeniem, na jakie go tylko stać było.
„Poproście tu pana Bhaer, dajcie latarnię, i powiedzcie Silasowi że go potrzebuję.“
Tyle tylko powiedziała pani Ludwika, lecz zrozumieli co zamyśla uczynić, i pobiegli spełnić jéj rozkazy. W dziesięć minut, pan Bhaer i Silas wyruszyli do lasu, a Franz inną drogą poszedł ku wielkiemu pastwisku. Pani Ludwika porwała ze stołu coś do zjedzenia, a z szafy flaszkę wódki — wzięła latarnię,