Strona:Mali mężczyźni.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wybiorę; wtenczas zabawimy się cały dzień i nazbiéramy jerzyn do woli.“
„Mama się nigdy nie wybierze, bo nie ma na to czasu, a mnie się sprzykrzyło czekać. Wolałbym pójść sam i przynieść do domu jerzyn, bo lubię je zrywać i chciałbym napełnić nowy dzbanuszek,“ mówił Robcio z płaczem.
Wszystkie niewieście serca wzruszył widok łezek spadających w dzbanuszek, zamiast spodziéwanego owocu: matka poklepała mazgaja po plecach, Stokrotka spytała, czy by z nią pozostał w domu, Andzia zaś, rzekła ze zwykłą stanowczością:
„Niech idzie; wezmę go pod swę opiekę.“
„Gdyby Franz szedł, przystałabym bez obawy; bo jest bardzo rozważny, ale zbiéra siano z ojcem — a z pomiędzy was, nikogo nie jestem zupełnie pewna,“ odrzekła pani Bhaer.
„To tak daleko!“ zauważył znowu Jakubek.
„Jabym go niósł, gdyby mi wolno było wybrać się także. Co za szkoda, że to jest niepodobieństwem,“ powiedział Dan, wzdychając.
„Dziękuję ci, mój drogi, ale musisz być ostrożnym ze swoją nogą. Chciałabym pójść z wami sama. — Zatrzymajcie się chwilkę, może mi się uda usunąć trudności!“ Powiedziawszy to, wbiegła na wschody, powiewając fartuszkiem.
Silas właśnie odjeżdżał drabiniastym wozem po siano, ale spostrzegłszy jéj znaki, powrócił, i od razu przystał na to, by zawieść dzieci na wielkie pastwisko i pojechać po nie o piątéj godzinie.
„Opóźnisz się trochę z robotą, lecz ci to odpłacimy piérogami z jerzyn,“ powiedziała pani Bhaer, trafiając w jego słabą stronę.