Strona:Mali mężczyźni.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


musiał torować sobie drogę w świecie, o własnych siłach, więc nadto wielkie udogodnienia wcaleby im nie wyszły na dobre.“
„Dobrze, będę umiarkowany; ale pozwól mi się bawić samemu. Gdy mię bardzo znużą interesa, nic mię tak nie rozrywa, jak swawola z waszymi chłopcami. Szczególnie lubię Dana; nie jest okazujący, ale ma oko sokole i skoro przyswoisz go lepiéj, to się stanie twą chlubą.“
„Cieszę się, że tak myślisz, i dziękuję za okazywaną mu dobroć, a zwłaszcza za tę całą sprawę z muzeum. Jego to utrzyma w pogodném usposobieniu przez czas niewoli, a mnie da sposobność złagodzić, zmiękczyć tego opryskliwego biédaka i przywiązać go do nas wszystkich. — Powiédz mi, Teodorku, co cię natchnęło tak piękną i pożyteczną myślą?“ zapytała pani Bhaer i odchodząc, obejrzała się raz jeszcze, na tę zajmującą salę.
Artur wziąwszy ją za obie ręce, rzekł z takiém spojrzeniem, że aż jéj oczy zaszły błogiemi łzami:
„Droga Ludko, ja także zaznałem, co to jest być chłopcem, pozbawionym matki; i nigdy nie zapomnę, ile dobrego zawdzięczam tobie i całéj twéj rodzinie.“





Rozdział dwunasty.
Jerzyny.

W pewne czerwcowe popołudnie, krzątali się i biegali chłopcy z blaszanymi dzbanuszkami, raz wraz prosząc o coś do jedzenia, szli bowiem zbiérać jerzyny.