Strona:Mali mężczyźni.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ten użytek. Pójdę zaraz po nią, a ty, pilnuj tymczasem żeby nie uszczypały Teodorka w paluszek.“
Dan był mocno uradowany, że skarby jego nie zostały wyrzucone, jako śmieci.
Alfred i Adaś przybyli wraz z klatką i raki zostały umieszczone w nowéj siedzibie, ku wielkiéj uciesze chłopców, którzy przejęci tym widokiem, swobodniéj powitali zbiega.
Dan dokładniéj opowiedział swe przygody tym zaciekawionym słuchaczom, aniżeli państwu Bhaer, a następnie rozłożył swe „rupiecie“ i tak je zajmująco opisywał, że pani Ludwika, słuchająca w przyległym pokoju żeby nieprzeszkadzać, była zdumiona i doskonale się bawiła tym dziecinnym wykładem.
„Jak on ma dużo wiadomości i jaki w nich zamiłowany! To wielkie szczęście — zwłaszcza teraz — bo nie lubi książek, więc byłoby go trudno rozrywać, póki leży włóżku. — Chłopcy mogą mu znosić kamienie i chrabąszcze.
Bardzom rada żem odkryła tę pożyteczną skłonność, bo mi ułatwić może kształcenie jego charakteru. Gdyby Dan wyszedł na słynnego naturalistę, a Adaś na znakomitego muzyka, słusznie chlubiłabym się tegorocznymi plonami,“ myślała pani Ludwika, z uśmiechem spoglądając na swę księgę. Zupełnie jak w dzieciństwie, zaczęła budować zamki na lodzie, z tą tylko różnicą, że już ich nie przeznaczała sobie, lecz innym. Może właśnie z téj przyczyny urzeczywistniły się niektóre, bo miłość jest doskonałą podwaliną do wszelkich budowli.
Alfreda najbardziéj zaciekawiły Dana przygody; ale Adasiowi więcéj przypadły do smaku motylki i chrabąszcze. Z takiém przyjęciem słuchał opowiadania o ich życiu króciutkiém i pełném przemian,