Strona:Mali mężczyźni.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


On zaś otworzył oczy i rzekł z pokorą:
„Pobiegłem tylko do Alfreda, żeby go o coś zapytać. Proszę mi dać pokój, bom strasznie śpiący.“
Hummlowa otuliwszy Adasia w łóżku, poszła na zwiady do tamtych chłopców, lecz obaj spokojnie spali w pokoiku Dana.
„To musiała być jaka niewinna psota,“ pomyślała kobiécina, i widząc, że się nie stało nic złego, nie poszła ostrzedz pani Bhaer, która była już bardzo zmęczona doglądaniem Teodorka.
Tomkowi chciało się spać, rzekł więc tylko do Adasia: „Myśl o własnych sprawach, o cudze nie pytaj!“ a w dziesięć minut chrapał już doskonale, nieodgadując nawet, co się pod nim dzieje. Cygaro nie zgasło i póty się tliło na słomiance, póki nie powstał zupełny ogień. Powoli płomień zaczął ogarniać siennik, prześciéradło, a nakoniec i łóżko. Tomek po napiciu się piwa miał twardy sen, Adaś zaś był odurzony dymem; spali więc, chociaż ich ogień już parzył i groziła im okropna śmierć.
Franz, który pracował w klasie, wyszedłszy z tamtąd, poczuł dym, pobiegł więc na górę i ujrzał cały słup wydobywający się z lewego skrzydła domu. Nie wołając nikogo, wpadł dla spieszniejszego ratunku do pokoju, ściągnął chłopców z palącego się łóżka i wylał tyle wody na płomienie, ile tylko znalazło się pod ręką. Wprawdzie powstrzymał tém nieco ogień, ale go nie stłumił, i dzieci wybiegły przestraszone do zimnéj sieni, krzycząc z całych sił. Pani Bhaer natychmiast się ukazała, Silas także wypadł ze swéj stancyjki, wołając tak silnie „gore!“, że rozbudził cały dom. Gromada białych duchów z zalęknionemi twarzyczkami wybiegła téż do sieni, i przez chwilę panował ogólny popłoch.