Strona:Mali mężczyźni.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pani Bhaer odzyskawszy pierwsza przytomność, zaleciła dozorczyni opatrzéć poparzonych chłopców. Następnie posłała na dół Franza i Silasa po kilka wanienek z mokrą bielizną, którą rozpostarła na łóżku, dywanie i palących się już na dobre firankach — co groziło już ścianom.
Większa część chłopców przyglądała się w milczeniu; ale Dan i Emil pracowali dzielnie, nosząc wodę z łazienki i obdziérając firanki.
Wkrótce ogień ustał, więc pani Bhaer rozkazała chłopcom, żeby się położyli, zostawiwszy Silasa, od wypadku gdyby się pożar wznowił, a z Franzem poszła zajrzéć do uszkodzonych dzieci. Adaś, prócz jednéj tylko rany i wielkiego przestrachu wyszedł cało, ale Tomkowi nietylko spaliły się wszystkie włosy na głowie, lecz okropnie poparzył ramię i szalony ból cierpiał. Gdy Adasia opatrzono, wziął go Franz do swego pokoju, gdzie uspakajał go i tulił do snu z kobiécą tkliwością. Dozorczyni czuwała nad biédnym Tomkiem, a pani Bhaer biegała na przemiany do niego i do Teodorka z oliwą, watą lub anodynami, — powtarzając ciągle, jak gdyby ją ta myśl bawiła: „Wiedziałam, że Tomek podpali kiedy dom — i podpalił!“
Gdy pan Bhaer przyjechał nazajutrz rano, zastał taki stan rzeczy: Tomek nie mógł wstać z łóżka, Teodorek sapał jak miech, pani Ludwika nie czuła już nóg, a chłopcy tak byli zgorączkowani, że wszyscy na raz mówili i gwałtem pociągnęli go do zgliszcz. Pod jego spokojnym kierunkiem wróciło wszystko do ładu, bo czując, że on podoła choćby i dwunastu pożarom, każdy spełniał jego polecenia.
Rano nie było lekcyi, lecz po południu uszko-