Strona:Mali Robinsonowie.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   14   —

Kot był straszliwie umorusany, białość jego znikła, czarne sadze zawalały prześliczne futerko i kosmate łapki.
W łapkach tych niósł on coś bardzo dużego i czarnego.
Dzieci poznały po zapachu pieczony kartofel a wynalazłszy ich jeszcze więcej, pożywiły się same i nakarmiły też swego kota.
Poczęło się ściemniać, nogi dzieci bolały, głód pomimo paru zjedzonych kartofli dokuczał, biedni podróżnicy zaczęli myśleć o tem, żeby znaleźć u kogo odpoczynek i wieczerzę.
Wtem ryczenie osła dobiegło do ich uszu. Zdziwione obejrzały się i cóż zobaczyły?
Oto mały osiełek wszedł do wody i głośne wydawał okrzyki... Hi han! Hi han! ryczał przeciągle.
— Otóż i znajdziemy kogoś żywego w pobliżu — zawołał uradowany Maury-