Strona:Mali Robinsonowie.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   13   —

zostali żołnierze, zapominając o spętanych swych więźniach.
— O, gdybym miała chociażby nożyk, — odezwała się nieszczęśliwa kobieta rozcięłabym więzy i możebyśmy zdołali uciec...
W tejże chwili do nóg ich zleciał skądś nóż...
Kobieta przecięła swemu towarzyszowi więzy i szybko w stronę lasu poczęli uciekać.
Gdy przybyli ułani, aby zabrać ze sobą swych więźniów, nie znaleźli ich i nie mieli chęci w głębi lasu robić poszukiwań, bojąc się jakiejś zasadzki.
Dzieci zeszły z drzewa, szczęśliwe z ocalenia tych biedaków, ale jednocześnie okrutnie głodne, gdyż wszystkie swoje zapasy pozjadały.
Naraz Małgosia ujrzała stertę drzewa palącą się na węgiel i wychodzącego stamtąd kota.