Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Czy go znam! Nazywa się Sawinjusz, ale nosi też nazwisko Cyrana de Bergerac. — Ach! stary Lembrat zadrżeć musiał w swym grobie! — Chodź, chłopcze, w moje objęcia! Niech cię uścisnę! I ty uściśnij mnie także!
Cyrano otworzył ramiona.
— Pan jesteś... Sawinjusz! — wyjąkał Manuel drżącym ze wzruszenia głosem, płacąc szlachcicowi uściskiem za uścisk.
Potem nagle zapytał:
— Któż więc ja jestem?
Nie jesteś już Manuelem; precz z tem przezwiskiem cygańskiem! Nazywasz się — Ludwik de Lembrat. Jesteś — bratem hrabiego Rolanda.
Manuel przymknął oczy, jakby ogłuszony ciosem obucha, To, co usłyszał, wydało mu się igraszką fatalności, okrutną ironią losu, która za chwilę pogrąży go napowrót w ciemną otchłań nędzy.
Z bolesnym namysłem zapytał:
— Nie zwodzisz mnie pan? Nie czynisz sobie igraszki z mojej łatwowierności?
— Najpierw — przerwał żywo Cyrano — daj mi dowód przyjaźni, mówiąc do mnie: ty, jak to dawniej bywało. Następnie dowiedz się, że ja nigdy nikogo nie zwodzę.
Wątpliwości Manuela rozwiały się.
— Ach! przybywa więc do mnie szczęście! — wyrwało mu, się jakby nieumyślnie i jakby w odpowiedzi na tajemne pragnienia, — Lecz skąd panu przyszło do głowy...
— Jeszcze? — upomniał go Cyrano.
— Skąd przyszło ci do głowy — poprawił się, ściskając, serdecznie rękę rycerskiego poety — szukać Ludwika de Lembrat pod łachmanami Manuela?
— W sposób bardzo prosty. Przyjrzałem się dokładnie twej twarzy.