Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Opłakana to jest dola
Nie mieć zdrowia i pieniędzy;
Lecz gdy biedak zdrów I wesół,
Jest bogaczem, mimo nędzy...
Za Luwr mi poddasze stanie,
Z płaszcza mam strój i posłanie.
Nie znam, gardząc bogactw narą,
Co to przed złodziejem trwoga;
Pułap jest moją kotarą,
A materacem — podłoga!


Wydobywszy się z ciasnego przesmyku, śpiewak znalazł się tuż na brzegu rzeki, przy drodze holowniczej, która zawieść go miała prosto do przewozu, naprzeciw wioski Saint-Sernin.
Z poza szańca wzgórz wysunął się właśnie księżyc.
Przy niepewnem jego świetle podróżny dostrzegł o kilka kroków przed sobą stojącego nieruchomo człowieka.
W rękach tego człowieka błysnęła lufa muszkietu.
W chwili, gdy jeździec, zdający się lekceważyć to spotkanie, znalazł się o dwa kroki od nieznajomego, tamten zagrodził mu drogę.
— Litości, wspaniały szlachcicu! — zawołał głosem żebrzącym,
— Hola! — odparł jeździec, przedrwiwając.— Zdaje mi się, kochanku, że coś za ciężko obładowałeś się, jak na żebraka!
I końcem bata uderzył w jego muszkiet.
— Drogi nie są teraz bezpieczne, jasny panie! — zauważył tamten, tłumacząc się,
— Ba! toć chyba nie masz nic do stracenia!
— Przeciwnie!
Po tem niespodzianem słowie, które jakby nieumyślnie z ust mu wybiegło, ozwała się ponownie prośba, ale tym razem w tonie szyderskiej pogróżki:
— Litości! wspaniały szlachcicu!