Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Gdyby poeta zauważył był ten ruch i przyjrzał się baczniej ulicznemu grajkowi, poznałby w nim bez trudno ci rzekomego żebraka, spotkanego niegdyś na drodze do Fougerolles. Lecz pomijając już, te o przygodzie owej zdążył zapomnieć, nazbyt zajmowała go w tej chwili osobistość drugiego grajka. Ten był młodszy; miał włosy jasne, figurę smukłą i kształtną; na jego twarzy, spalonej cokolwiek tylko słońcem, malowała się duma połączona z melancholią.
O czem myślał Cyrano, wpatrujący się weń badawczo? Zapewne przyszłoby mu z trudnością odpowiedzieć na to pytanie, gdyż niebawem, wstrząsnąwszy głową. jakby dla odpędzenia niepotrzebnych myśli, podszedł do tego, który zdawał się innym przewodzić, i rzekł:
— No, dalej! powtórzcie swoją muzyczkę, jeśli nie potraficie niczem innem zabawić dostojnego towarzystwa.
Na to wezwanie ów dwuznaczny człowiek z gościńca postąpił krok naprzód i, starając się jak najbardziej odmienić głos, gdyż miał w pamięci przestrogę daną mu przez Cyrana, oświadczył!
— Nie wszyscy, jasny panie, lubią muzykę, Mamy w zapasie co innego jeszcze,
— Cóż takiego naprzykład?
— Ja wykonywam zadziwiające sztuki z kubakami, Moja siostra, Zilla, wróży po mistrzowsku.Towarzysz wreszcie nasz, Manuel, jest niepospolitym improwizatorem i wysoce utalentowanym lutnistą,
— Mamy więc jedynie kłopot z wyborem! — zaśmiał się Cyrano,
I zwracając oczy na tego, którego Manuelem, spytał:
— Jesteś, mój chłopcze, poetą?