Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Stara szlachta z Poitou! Ale przepraszam! Pozwól mi, panie margrabio, słuchać Sejanusa.
Na scenę wyszli aktorowie. Starcie na tym punkcie musiało się zatrzymać, Nie wyniknął stąd zresztą żaden skandal, gdyż przeciwnicy prowadzili spór z wyszukaną grzecznością, jak przystało ludziom dobrze wychowanym.
Przy końcu sztuki przeciwnik margrabiego skinął na młodzieńca, siedzącego o kilka miejsc dalej, który zbliżył się doń z pośpiechem.
— Hrabio! — rzekł do młodzieńca, — Czy chcesz być moim sekundantem?
— Dlaczego?
— Mam się bić.
— Tego wieczora?
— Za chwilę.
— Znów kłótnia! A nie zdążyłeś pan nawet jeszcze opuścić sali? —
Nie potrzebowałem tego czynić, gdyż ten pan tu siedział!
Margrabia de Lozerolles, w ten sposób wywołany, skłonił się uprzejmie.
— Jaki powód?
— Niezmiernie prosty. Ten pan nazywa „Agrypinę“ szkaradną: dla mnie jest ona piękną. Czy uważasz, hrabio, powód ten za wystarczający?
— Najzupełniej.
— Chodźmy, panowie — wtrącił margrabia — Pilno mi.
Lozerolles wynalazł natychmiast dla siebie sekundanta i czterej mężczyźni wyszli z pośpiechem na wąską uliczkę w sąsiedztwie pałacu Burgundzkiego, Zaraz też, nie tracąc ani chwili, do szpad się wzięto.
— Do pioruna! — wykrzyknął margrabia, wymachując bezskutecznie szpadą dla zrobienia sobie