Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Zaczekaj, — rzekła Ania rumieniąc się, aby uprzedzić scenę. — Zaczekaj, aż usłyszysz, co ci mam do powiedzenia. — Filo, Roy oświadczył mi się, a ja... ja mu odmówiłam.
— Odmówiłaś... odmówiłaś mu...? — zawołała Fila bez tchu.
— Tak.
— Aniu Shirley! Czy jesteś przy zdrowych zmysłach?
— Tak mi się zdaje, — rzekła Ania z udręką. — O, Filo, nie łaj mnie! Nie rozumiesz nic.
— Rzeczywiście nic nie rozumiem. W każdym razie zachęcałaś bardzo Roya Gardnera podczas tych dwóch lat, a teraz powiadasz mi, że mu odmówiłaś. W takim razie flirtowałaś z nim tylko skandalicznie! Aniu, po tobie nigdybym się tego nie spodziewała!
— Nie flirtowałam z nim... Aż do ostatniej chwili wierzyłam uczciwie, że go kocham... A potem... tak, potem zrozumiałam nagle, że nigdy nie mogłabym zostać jego żoną.
— Mam wrażenie, — oświadczyła Fila, — że zamierzałaś wyjść za niego dla pieniędzy, ale zbudziła się lepsza cząstka twojej duszy i przeszkodziła ci w tem!
— Tak nie było! O pieniądzach jego nigdy nie myślałam. O, nie potrafię ci tego wytłumaczyć, tak samo, jak nie potrafiłam tego wytłumaczyć jemu.
— Uważam, że postąpiłaś z Royem haniebnie, — rzekła Fila z rozpaczą. — Jest on piękny i mądry i bogaty i dobry — czego chcesz więcej?
— Pragnę czegoś, co konieczne mi jest do życia. On mi tego nie da. Od początku utraciłam panowanie nad sobą przez jego piękny wygląd i przez zdolność prawienia mi romantycznych komplementów. A poza tem, sądzę,