Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


musiałam się w nim zakochać, gdyż był moim ciemnookim ideałem.
— Wielką moją wadą jest, że nie potrafię się nigdy zdecydować, ale ty jesteś gorsza, — rzekła Fila.
— Ja wiem, czego chcę, — zaprotestowała Ania. — Najgorsze tylko, że rozum mój zmienia się, a wtedy muszę się z nim na nowo zapoznawać.
— Sądzę, że niema celu mówić z tobą o tem.
— To zbyteczne, Filo. Moja przeszłość jest zbrukana. Nigdy nie będę mogła wspomnieć Redmondu, nie myśląc o poniżeniu tego wieczora. Roy gardzi mną... i ty mną gardzisz... i ja sama gardzę sobą.
— Biedna, kochana... — rzekła Fila współczująco. — Pójdź, niech cię pocieszę. Nie mam prawa cię łajać. Gdybym nie spotkała Jasia, poślubiłabym Olesia lub Alfonsa. O, Aniu, sprawy rzeczywistego życia są tak zawikłane! Nie są tak jasne i przejrzyste, jak w powieściach.
— Mam nadzieję, że już nikt nigdy nie oświadczy mi się, póki będę żyła. — łkała biedna Ania, wierząc szczerze w to, co mówiła.