Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na Zielone Wzgórze. Maryla brzydzi się kotami, a Tadzio zadręczyłby go na śmierć. Zresztą nie sądzę, żebym pozostała w domu. Zaproponowano mi kierownictwo wyższej szkoły dla dziewcząt w Summerside.
— Przyjmiesz to stanowisko? — zapylała Fila.
— Jeszcze... jeszcze się nie zdecydowałam, — odpowiedziała Ania, rumieniąc się ze zmieszania.
Fila ze zrozumieniem skinęła głową. Oczywiście plany Ani nie mogły być ustalone, aż Roy nie przemówi. Nie ulegało wątpliwości, że uczyni to niedługo. I nie ulegało też wątpliwości, że Ania odpowie na jego pytanie „tak“. Ania sama obserwowała stan rzeczy z dziwnie pomieszanem zadowoleniem. Głęboko kochała Roya, coprawda nie było to zupełnie tem, co wyobrażała sobie jako miłość, ale czyż wogóle było w życiu coś, coby odpowiadało marzeniom? pytała siebie. Iluzje dzieciństwa rozwiewały się zawsze. Ale Roy był poczciwym chłopcem i z pewnością będą z sobą szczęśliwi, nawet gdyby zabrakło owej wymarzonej a nieokreślonej przyprawy życia.
Gdy Roy przyszedł tego dnia, proponując Ani spacer po parku, wszyscy w „Ustroniu Patty“ rozumieli, jaki byt jego cel. I wszyscy wiedzieli, lub sądzili, że wiedzą, jaka będzie odpowiedź Ani.
— Ania jest bardzo szczęśliwą dziewczyną, — rzekła ciotka Jakóbina.
— I ja tak sądzę, — rzekła Stella, wzruszając ramionami. — Roy jest sympatycznym chłopcem i tak dalej. Ale właściwie niema w nim nic szczególnego.
— Brzmi to prawie jak zazdrosna uwaga, Stello, — rzekła ciotka Jakobina karcąco.
— Brzmi tak może, ale ja nie jestem zazdrosna, — rzekła Stella spokojnie. — Kocham Anię i lubię Roya. Wszyscy powiadają, że robi ona wspaniałą partję, a na-