Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziwy zakalec! A poduszeczka jest także do niczego. Niech mi nikt nie mówi, że piątek nie jest dniem feralnym!
— Ludzie, którzy się zamawiają na sobotę, nie powinni przychodzić w piątek, — oświadczyła Jakóbina.
— Domyślam się, że to była omyłka Roy, — rzekła Fila. — Ten chłopiec jest rzeczywiście nieodpowiedzialny za to, co mówi, kiedy rozmawia z Anią. Gdzie Ania?
Ania weszła nagórę. Czuła się bliska płaczu, ale zmuszała się do śmiechu. Morusek i Józek byli zbyt okropni, a Dorota była tak miła!