Strona:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


V

„Koniec biegom i gwizdom przez zarośla i płoty,
chłopaki,
„idę szukać roboty, idę szukać roboty,
chłopaki!
„Jestem niby to mleko, co je rozpacz skwasiła
w niecce,
„bo mnie moja miła, bo mnie moja miła
nie chce.
„A jeżeli, jak wprzódy, wrócę z płótnem w kieszeni,
chłopaki,
„to nie chodźcie mnie szukać do rodziców, do sieni,
chłopaki...
„Poszukajcie mnie w polu, gdzie pleśniejące płoty
drewniane...
„Hej, nie wrócę ja do was, aże jakiej roboty
dostanę.“

Zatrzepotały gołębie
na chałup kalenicach,
na kominach kamienic:
szaleniec!


VI

Przed fabryk wizyterkami trwał,
w przedsionkach burs, w poczekalniach biur,
z cegieł gazowni zlizywał miał,
o iskrę prosił spawaczy rur.

Wyzłacał sienie, rąbał drwa,
szturmował kantor wytwórni gilz;
był w młynie; był przez tygodnie dwa
posługaczem trupy Czigansky — girls.