Strona:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


patrz, jaka ziemia wilgotna!“ — na to Jaśka oburącz
objęła go pod pachy i śmieje, zaśmiewa się w siodle,
i tylko by chciała ręką dzwonek przekręcać ciągle.


IV

Za rogatką miejską, po wklęsłej żuławie,
dwa szemrzące cienie brodzą ja żurawie.
Północ księżycowo zdwaja ich istnienie:
dwa cienie w powietrzu i u stóp dwa cienie.

 — — — — —
„Ja ci, Jaśka, wyznam szczerze,
z ręką tu — i powiem wprost ci,
że ja ci, Jaśka, nie wierzę,
kiedy gadasz o miłości.

„Czy to głos ci się tak łamie,
jakby uciekł za horyzont,
czy to, że spoglądasz na mnie,
jak przez szkło, nie mnie tu widząc —

„czy już nie tak mnie całujesz,
czy do reszty łeb zaćmiłaś —
nie wiem, ale Janko, uwierz —
popiół widzę, a nie miłość“.

 — — — — —
„I ja szczerze powiem, Franuś,
a nie rzucam ci kamienia
— ani ty się na mnie zanoś,
(toś nie mój był? toś mnie nie miał?)

„Ból zatruje słodycz chleba,
kiedy... Marny rozum babi!