Strona:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ballada o trzech rzezimieszkach


Wieją kędziory zielonych wiech —
W durnia gra rzezimieszków trzech.
U wierzbowych podcieni
Siedli na łukach korzeni,
W wachlarze kart wpatrzeni.

Na końcu nosa liliowy smark —
Papieros w kącie zaciętych warg.
Tępa, złowroga gromada;
Kamrat kamrata bada —
W powietrzu czai się zdrada.

Nie drgnie powieka, rozmowę skuł
Posępny grymas kamiennych skuł:
Tylko dotyk się plącze,
Tylko drapieżne i rącze
Palce biegają w gorączce.

Karty! Karty! Ostatni kier —
Nożem z talii dobędzie skier,
Błyskawicą zakręci.
Grają — ciemni, zawzięci;
Grają — wciąż bez pamięci.