Strona:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rozśpiewane gniazda
i szumiące liście.
Lecz
w głowie, jakby roje gnid,
dziwne myśli.
Dziwna rzecz:
jakby w sercu oset kwitł.
Ach, nikt nie odgadnie,
że tam w głębi na dnie:
wstyd.

Wielka, ciemna szkoła —
w pustych murach szumi czas...
Grzmijcie, grzmijcie koła!
Jedźmy, nikt nie woła!
To na drodze zgrzytnął głaz.
To w zaroślach krzyknął drop.
Jest zielony taki las,
a w tym lesie leśny trop,
a na tropie licho...
Ciszej, ciszej. Cicho.
Stop.


„Srebrne Pole“. Biały, malutki,
dzikim winem obrosły budynek.
Ławka, sygnał dróżniczej budki,
tor i czerwień pocztowych skrzynek.
Koło domku — warzywne ogródki,
marchew, dynia, malwa, barwinek,