Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie tom 2.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

walczył do ostatka, lecz opuszczał miejsce i zemknął do stryja, jak mówią w obozach.
Walka ta może, pewno nawet bezużyteczna; ale powinność i bezużytecznego prawa opuszczać nie dozwala. Trzeba kielich do dna spełnić i wciąż i zawsze, choćby wiekami ciągnęła się walka. Cóżbyście wreszcie zyskali waszym odjazdem? Odtąd w ręku Niemców raz na zawsze zostałyby wszystkie interesa księstwa do sejmu należące. Ostatniego peryodu prawa, ostatniego cala ziemi polskiéj bronić tam potrzeba; ostatnim, umierającym nawet głosem jeszcze bronić! W téj stałości cała nasza wartość, godność i przyszłość! Nic łatwiéj jak wieko grobowe zamknąć i osłonić się cnotą rezygnacyi. Wolno to indywiduom, lecz nigdy narodom, bo tu jeden za drugiego, jeden za wszystkich odpowiadać winien, wszystkich i wszystkiego bronić. Sądzę, że tak się téż stanie, bo o tylu zrywaniach sejmu w Poznaniu dawniéj, a teraz w Berlinie, słyszałem, że mniemam, iż jak zawsze tak i teraz zgubny ten zamiar spełznie na niczém.
Nakoniec zdaje mi się, iż wcale może do dyskusyi nad tą materyą nie przyjdzie; jako skończoną w Frankfurcie uważać ją będą, a