Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/322

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chu partyi, rzucono się na wieszcza i wleczono go jak obdarte ciało Hektora za wozem — z tą odmianą, że niestał w nim żaden Achilles, lecz powoziły proste tylko Automedony.
Kościół ma tyle siły żywotnéj, że dziś niepotrzebuje uciekać się do stosów lub mieczy; prawda jego ogrzana miłością, dostateczną jest na przeciwników i odstępców. Gdyby postępował inaczéj jątrzyłby tylko, a nieprzekonywał i zwyciężał.
Nie przeczę, nadmiar exaltacyi wieszcza i jego zwolenników, rozsadzający wiele form bezdusznych, naruszał i takie, których tknąć nie wolno bezkarnie — lecz za to ileż znowu gorącym duchem napełnił? Jak przed dwudziestą laty poezyą swoją zbudził śpiące uczucia, tak późniéj poglądami na dzieje ludzkości — zbudził ducha. Zawsze, jak mówiłem — najsocyalniejszy geniusz tego wieku.
Wieniec cierniowy pokryty liściem wawrzynu opasywał go w całéj pielgrzymce.
Demagogia chciała go zrównać ze sobą i rzuciła się na jego poezye, wytrząsając z nich arystokratyzm, jezuityzm, naśladownictwo Goethych i Byronów — cierpieć jedną wielkość w narodzie, było dla niéj z ujmą równości!

Non ragioniam di lor, ma guarda, e passa.