Strona:Lucjan Rydel - Pan Twardowski.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z dyplomem na pergaminie.
Już nie usługiwał wtedy,
Ale przy mistrzu Marcinie
Mieszkał: miał na drugiem piętrze
Sklepiony alkierzyk mały.
Tak pragnienia najgorętsze
Ojca — zwolna się spełniały:
Jego Janek na człowieka
Wychodzić jakoś zaczyna
I przyszłość piękna go czeka.

Rano do mistrza Marcina
Zaszedł raz, lecz stukał długo
I na próżno. Więc do Klechy
Dał znać do świętej Barbary[1],
Co teraz był Mistrza sługą.
We dwóch tłuką… To nie śmiechy,
Może w nocy zasłabł stary?
Co robić? — Drzwi wywalili…
Z izby siarczane opary
Buchnęły na nich w tej chwili…
Patrzą, a Mistrz Marcin leży
Rozciągnięty na podłodze.
W ogromnej krwawej kałuży;

  1. „Klecha od św. Barbary“. Klecha, kościelny a zarazem zakrystyan. On zamykał i otwierał kościół, utrzymywał w porządku sprzęty i szaty kościelne, dzwonił, wypiekał opłatki, wybierał dziesięciny od parafian itd. Najczęściej bywał człowiekiem świeckim i żonatym, czasem miewał niższe święcenia. Kościół św. Barbary, tuż przy kościele NMP., zbudowany z końcem XIV. w.