Strona:Lubiński - Wianek z Górnego Śląska.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kwiat się zawsze śmieje,
Nigdy nie blednieje —
Chciałbym wiecznie spocząć.





Przy studni.

Chłodny ogarnął wieczór już zagrodę,
Z pola wracają pługi i bydlęta.
Domków drzwi skrzypią, z nich bieżą po wodę
Rącze parobki i krasne dziewczęta.

Żuraw nad studnią mocno zadumany,
Wyglądający znudzony wieczora,
Rucha wesoło szyją, dźwiga dzbany,
Co mu podaje dziewica skora.

Głośno żartują zuchwali młodzieńce —
Pewni, że matka ich nie słyszy w domu —
Na twarzach dziewic jaśnieją rumieńce,
Albo przelata uśmiech pokryjomu.

Alić nie jedna przyszła czerpnąć wody
Płocha, wesoła, z jaśniejącem okiem,
Ale wracała z blademi jagody,
Z schylonem czołem i niepewnym krokiem.