Strona:Lubiński - Wianek z Górnego Śląska.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A gdy się matka pytała nie jedna,
Powiedz, czy cięższa woda dziś jak wczora;
Albo czyś słaba? — to westchnęła biedna:
Tak woda cięższa i ja jestem chora!





Do słowika.

O słowiku, co me szczęście
Niegdyś podwajałeś błogim
Śpiewem, dzisiaj przezeń dla mnie
Stajesz się okrutnym, srogim.

O słowiku, nie rozczulaj
Przez miłosnych pieśni wdzięki
Mego serca, z każdym tonem
Rosną tego serca męki.

Chwil, których ty byłeś świadkiem,
Nie wróci mi twoje pienie,
A skrwawione serce czerpa
Z niego świeże udręczenie.

Nie rozczulaj mego serca,
Aż się rany w niem zagoją,
Nie rozczulaj, mój słowiku,
Aż się gorzkie łzy ukoją.