Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z niego nazywając kłamcą, a był to poeta jakich dziś nie ma w ojczyznie; arabsko-kozacka dusza, jeździec, żołnierz, myśliwy, robotnik i natchniony Beduin. Kiedy on wchodził, wzrok ojca rozjaśniał się a serce rozpogadzało, i na niego to kiedyś patrząc rzekł do mnie poważnie:
«Słuchaj, bo Henryk jeden tak opowiada jak gdyby był obecnym w chwili kiedy Pan Bóg świat tworzył. Słyszysz, słyszysz jak on zna wszystko; rzeczywiście polskie słowiki tak spiewają, — ciągnij daléj Henryku, to nasze, to prawdziwe, nie przeszkadzam ci...»
Wolny umysł i niesłychanéj fantazyi, przychodził do ojca nie tylko żeby go odwiedzać, ale i dzielić się z nim swojemi wyśnionemi pomysłami. Wielkość nie trwożyła go, nie powstrzymywała; kochał ojczyznę, bił się za nią, cierpiał i marzył o niéj jeśli nie tak wzniośle jak ojciec, to niemniéj szlachetnie. Na dworze Adama był to Minesenger nie lada. Pamiętam jego opowiadanie o kampanii włoskiéj; Henryk złożył z podróży ojca do Rzymu drugie dzieje apostolskie, a mówił z taką wiarą w to co mówił, że na chwilę pod tém wrażeniem byłeś najpewniejszy że tak było, że gdzieś nad brzegiem morza, Włosi uniesieni wielkością Adama i jego słowa, rzucali się przed nim na kolana, a inni na marmurowe place miast nadmorskich, przed ołtarz kwiatami uwieńczony prowadzili woły ze złoconemi rogami, wołając: «Apollo jest! ofiarujmy na cześć Apollina».
Takiéj miłości, poświęcenia i fantazyi już potém nie spotkałem; poszedł on za ojcem na wschód i ledwie o kilka miesięcy przeżył mistrza, a jestem przekonany, że nie gorączka zaraźliwa ale zgryzota i żal wypędziły go ze świata. Cześć pamięci tego szlachetnego żołnierza impro-