Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


«tak, tak bracie już ja to nie jednemu mówiłem, że w lasach litewskich, jest tam taki kąt, którego nigdy stopa wroga nie deptała i na téj ziemi urodzi się przyszły zbawca Polski».
Każde słowo Adama było wieszczbą, każdy ruch przypominał wielkiego dyrektora orkiestry, za którego znakiem muzyka postępuje, albo komendanta wojska na służbie; szczęśliwy kto go widział, kto go rozumiał w jego wielkości i pracy dla ojczyzny!
Przyszłość kiedyś zapisze, że Europa w XIX wieku dwóch tylko miała poetów: Byrona i Mickiewicza, którzy mieli w sobie wszystkie warunki wodzów i wieszczów. Ludzie tacy pojawiają się przy końcu epok, stają na wysokościach, a potomność patrząc na te kolosy na górach historyi, wedle ich miary modeluje się i idzie daléj.
Obaj marzyli wolność, obaj uwielbiali Napoleona, i obaj życie zakończyli w téj Grecyi, któréj geniusz poetyczny rozciągał nad nimi złote swoje skrzydła.
Antagonizm pomiędzy Juliuszem a Zygmuntem nadał dwóm tym znakomitym poetom charakter przedstawicieli dwóch obozów, dwóch partyj sprzecznych pomiędzy sobą, tak, że jednego i słusznie poetą szlachty, drugiego demokracyi nazwano; i czemuż to więc Adamowi nie poważono się powiedzieć: ten był arystokratą, czy demokratą, czemu? oto iż Adam wszystkie żywioły skupiał w sobie, jakie tylko były w ojczyznie i wszystkie harmonizował, z narodu swego on «pieśń żywą tworzył».
Wolny, był republikaninem, religijny, był z wierzącymi, syn staréj szlachty, czcił przeszłość narodu i nigdy jéj żadném lekkiém ani złośliwém słowem nie ubliżył; kochał lud i czuł jego ubóstwo, więc walczył o polepszenie losu ubogich, orlim lotem wybiegał w górę, więc obejmował