Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łosierdzia ale aniołów, przybliżyła się do mnie: «Skonał dziś w nocy, z całéj siły przyciskając krzyż do piersi, całując go i płacząc. Ach panie! ten człowiek miał wiarę prawdziwego Chrześcianina».
Z wiadomością o zgonie Bohdana pobiegłem do ojca i nie zastałem, wyjechał do Fontainebleau; na pogrzebie rzekł mi Kwiatkowski: panu Adamowi żal będzie wielki, bo on takich ludzi cenił. Bitwa wciąż, trupy padają, stary pułkownik Gorecki wyprostował się do improwizacyi kiedy trumnę składano do wspólnego grobu wychodzców, wzniesionego na cmentarzu Montmartre staraniem Józefa Rejzenhejma, owego Tobiasza Emigracyi. Jenerał Dembiński w krótkich słowach uczcił pamięć Bohdana, nazywając go przyjacielem i wiernym ojczyznie żołnierzem, a Gorecki zakończył wierszem, z którego dwa ostatnie przypominam sobie:

Ciągną konwoje zmarłych towarzyszów broni,
A my żałobny werbel bijem jak tambury.

I tak w szpitalu przedostatni raz widziałem Adama.
Ściskam dłoń twoję życzliwą,

Teofil.




Kochany Panie Władysławie,
Florencya, 8 lipca 1874 roku.

Dzień odjazdu ojca na Wschód dla poczciwego Henryka był dniem Wniebowstąpienia; zakupił siodło, batóg już mu pierwiéj ktoś podarował i z takowym biegał z fabryki do arsenału pochwalić się przed wami, zawiesiwszy go