Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— «Czemuż nie?»
— «Czy i to potrzebne do gminnych powieści?»
— «Ja myślę, że wszystko się przyda, i że stara cywilizacya rozsypana jest po całym świecie, jak się dzisiejsza rozsypuje, i złote ziarnka Boże leżą w duchu ludu i ludów czekając badawczego spojrzenia, któreby odgadło ich pochodzenie i znaczenie w rozwoju wiedzy i ducha ludzkiego.»
Może i to być, a teraz idźmy; a dalekoż to do arsenału?»
— «Będzie jak z Poznania do Dębiny.»
— «Kawał drogi, trzeba się pożywić. Jasiu, Olesiu, bywajcie zdrowi! a na noc nas nie czekajcie. Jedziemy do Fontainebleau; dzień pogodny, nogi zdrowe i portmonetka godna uszanowania.»
Nie uprzedzałem pana Adama, jak przyjmie tak przyjmie. Szczęściem trafiliśmy na dobrą chwilę. Adam wybierał się z domu, Estkowski mu się podobał. «Jedźcie chłopcy ze mną do Montgeron, zapraszam was na obiad do mojéj żony». Pojmujesz jakeśmy się uradowali, «Jedźmy, po drodze będziemy mogli pomówić o rzeczach nas interesującyh.» Adam siadł obok wyrobnika, pięknego bardzo człowieka, poważnéj twarzy i ruchów, ktory mu zrobił miejsce przy sobie z uszanowaniem i godnością razem i to dało powód do uwag nad wyrobnikami paryzkimi.
— «Chcecie wiedzieć, rzekł Adam, co to Francya? to ouvrier. Arystokracya coś jak przez sen o swoich prawach gada, to lunatyki, które księżycowe światło w ruch wprowadza. Gdybyście znali tak jak ja to faubourg Saint-Germain i tych po prowincyach zakonserwowanych legi-