Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mieć. «Krzyczysz» a jak nie krzyczeć, kiedy ojczyzna zabita i Pius byłby mnie zrozumiał, ale hierarchia rzecz popsuła i przekonanie: że tylko urząd może mieć wiarę, a nie urząd, nie...! To są naleciałości późniejszych czasów i powód wielu nieszczęść...» I tu Adam podniósł głos i z wielkim bolem zawołał: «Przyjdzie czas w którym szczęśliwy będzie tylko ten co będzie w grobie!» Przeszedł się po pokoju i jakby mnie nie było sam do siebie półgłosem dodał: «Ja znam takiego co czternastu księży zabije» i znowu po chwili obracając się rzekł: «kiedym był w Krymie spotkałem Tatara, który poił wielbłąda, a żem był strudzony zapytałem: czy woda czysta i dobra? na co ten łamanym moskiewskim językiem odpowiedział mi: «Allah wszędzie daje wody dobre, tylko je zwierzęta i ludzie mącą, pij zdrów. Tak jest, bracie, prawda jest wszędzie, gdzie jest duch Boży» i oczy Adama zapałały tak dziwnym blaskiem, jakiego nigdy potém nie widziałem: «Ot powiem ci, że nas brak zaufania i pycha dusi i adjunkt biblioteki w Polsce, który zna tylko książki po okładkach, uważa siebie za Boga a przynajmniéj za świętego Piotra tego nieba z bibuły i kluczami cię po łbie wali». Zaśmiał się gorzko i wziął za kapelusz. «Pójdziemy razem, obyśmy mieli wolę dobrą wysłuchać się nawzajem. Ja do nikogo nie mam żalu.»
Rozmowę tę całą spisałem sobie i dziś ją dla ciebie, drogi Panie Władysławie, kopiuję z pożółkłych notatek.
Twój,

Teofil.