Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Po rewolucyi 1848 r., pewnego razu pojawiło się u pana Adama dwóch młodzieńców; fraczki, kamizeleczki jak z igły:
— «Zkądże przyjeżdżacie?»
— «A z kraju» rzekli unisono.
— «No cóż, chłopcy dorosłe, byliżeście na wojnie w tém powstaniu?»
— «Nie, proszę pana Mickiewicza.»
— «A czemużeście nie byli?»
— «A to dlatego, że mama powiedziała, że ma nas tylko dwóch jedynaków, to pozwolić nie może...»
Adam uśmiał się serdecznie — «a pocóżeście tu przyjechali?»
— «Na wyćwiczenie w języku.»
— «No nieźle... i cóż wam więcéj mama poleciła?»
— «A to żebyśmy pana Mickiewicza zobaczyli.»
— «I zobaczyliście...»
— «A tak...»
— «No, to bywajcie zdrowi.»
Drogi panie Władysławie, gdyby życie było jedną chwilą, byłoby tragedyą, ale rozwleczone na akty jest tragi-komedyą, do wiadomości przeto o waszym wielkim ojcu i ta scena buffo się przyda.
Bądźcie zdrowi. Wasz,

Teofil.




Drogi Panie Władysławie,
Florencya, 8 czerwca 1874 roku.

Pomiędzy jedném spotkaniem się z panem Adamem