Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


będzie, że was Prusak za łeb złapie i z Polski wyrzuci, bo nic seryo nie robicie i wszystko się kończy na przeżuwaniu niemieckich systemów i na podrwiwaniu; łatwo się dać zarznąć, ale z Niemca, Francuza, czy jakiego tam kosmopolity wyskoczyć Polakiem, hum...
«Bracie, powiadam ci, że tylko chłop u nas pracuje, a i ten w porównaniu z francuzkim ouvrierem jeszcze szlachcic. Przypatrzysz się, zobaczysz. — Czy wprost z kraju przybywasz?»
— «Byłem przez czas jakiś w Bruxelli.»
— «Widziałeś Lelewela i Skrzyneckiego?»
— «Widziałem.»
— «No i cóż?» A tu popatrzał we mnie, i kiedy spostrzegł że się ociągam z odpowiedzią, dodał:
— «Czy zdrowi?»
— «U Lelewela bywałem częściéj z zacnym Wiktorem Heltmanem, u jenerała byłem kilka razy, polecony mu listem z Berlina; obaj powitali mnie życzliwie, a co mi największą sprawiło przyjemność, że Lelewel pierwszy radził mi żebym z rekomendacyi korzystał i poszedł do naczelnego wodza, jak również jenerał z szacunkiem o Lelewelu się wyrażał, zalecał mi jego towarzystwo jako męża olbrzymiéj nauki.»
— «Jenerał pobożny człowiek.» Na co z całą szczerością odpowiedziałem:
«Panie Adamie, jedna tylko rzecz, proszę mi darować, zadziwiła mnie w rozmowie z jenerałem.»
— «Cóż takiego?»
— «Że gotów byłby pokłonić się Mikołajowi, gdyby ten przyjął z narodem religią naszę katolicką, bo te słowa do mnie powiedział.»