Strona:List otwarty Wacława Sieroszewskiego do Władysława Sikorskiego.djvu/4

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wemi sumami pieniędzy. Chodzi Panu o przeniesienie całkowicie na teren Królestwa instytucyi Departamentu Wojskowego, choć wie Pan o tem, że Królestwo sobie tego nie życzy, że Królestwo chce i ma prawo stworzyć własne odpowiednie instytucye, zależne od naszego Polskiego Rządu, podtrzymywane dochodami, płynącemi z naszych ofiar i naszych podatków.
Plan Pański powieść się nie może; wyłączanie Majestatu Narodowego z decyzyi o ofierze krwi i zastąpienie go czyimkolwiek rozkazem, przez Pana wykomponowanym, uważać należy za zdradę Ojczyzny.
Pocóż Pan to czyni? Kto prócz Pana odniesie korzyść z podobnego obrotu rzeczy? Nie Polska, bo ona chce wojska powołanego przez Rząd własny, nie Państwa Centralne, gdyż te potrzebują wojska życzliwego im, licznego i bitnego, a takiego Pański werbunek im nie dostarczy...
Jedynie więc dla tych ciemnych mocy, które nie pogodziły się dotąd z wolnością naszą, jako z koniecznością historyczną, robisz Pan ze świętego dzieła tworzenia armii polskiej bolesną komedyę, może mającą stać się podnóżkiem dalszego Pańskiego awansu.
Z tego strasznego położenia, w którem się Pan znalazł, idąc krok za krokiem od małych przekroczeń do wielkich przestępstw, widzę jedno tylko dla Pana wyjście: jeśli Pan uważasz, że dostałeś się w kleszcze rozkazów, których wykonanie jest Pańskim obowiązkiem jako żołnierza, a niewykonanie jest jedyną usługą, jaką Narodowi Pan okazać może, usuń się Pan, pozostaw wielką sprawę budownictwa armii polskiej ludziom mocnym, którzy nie ugną się i wolę Narodu wyniosą na barkach swoich.

Wacław Sieroszewski


Warszawa, 24 listopada 1916 r.