Strona:Liryka francuska. Seria pierwsza.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

LIST.

FRAGMENT.
Dzisiaj jedynym gościem rozwalonej wieży
Pośród szczurów, puszczyków, sów i nietoperzy
Był poeta — ptak dziki z śrutem w skrzydle chorem,
Był gościem i jedynym płatnym lokatorem.
...Skazany tak przez sędziów jak i przez lekarzy
Chciał tu umrzeć samotnie, lub jeśli się zdarzy,
Jako dezerter groźną oszukać wyrocznię,
To żyć, — skradzionem życiem — skazany zaocznie.


Nieumiejętność życia straszna, — przeżył siebie.
Nieumiejętność śmierci, — pisał po pogrzebie.

»To stwór ze stu księżyców spadły po sto razy
I twoje czułe serce z legendarnej fazy.

Biorąc lot, — kładłem sobie zapytanie wieszcze:
Orzeł czy reszka? widzisz i pytam się jeszcze.

Tobie składałem smętne żegnanie żywota:
Tobie, coś tak płakała, aż brała ochota
Zostać i płakać z tobą po sobie. Lecz w poręm
Opatrzył się. Dziś jestem już tylko upiorem.

Oboje ulubiliśmy osobliwości,
Przyjdź tu, — obejrzeć — okaz, — mnie bo to już złości —