Strona:Liryka francuska. Seria pierwsza.djvu/031

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Strojne w macierzanki, cząbry i tymiany,
    Weselnice elfy tańczą śród polany.

    Nie, kochanka moja, słodki czar i lub
    Czeka mię, a jutro weźmiem z sobą ślub!
    Niechajcie mię elfy, elfy łąk weselne,
    Co pląsacie rojem nad kobierce zielne, —
    Nie dzierżcie mię zdala od miłości mej,
    Bo już dzień prześwieca skroś wierzchołki kniej.

    Strojne w macierzanki, cząbry i tymiany,
    Weselnice elfy tańczą śród polany.

    Wstrzymaj się rycerzu! ja ci wzamian dam
    Złoty pierścień magów, opal cudu sam —
    I więcej nad złoto, sławę i zaszczyty,
    Własny rąbek srebrem księżycowem lity...
    — Nie. — Więc idź! I oto białym palcem swym,
    Tknąwszy pierś rycerza, znika niby dym.

    Strojne w macierzanki, cząbry i tymiany,
    Weselnice elfy tańczą śród polany.

    Pod ostrogą złotą rumak dęba wstał,
    Niespóźniony rwie się i pomyka wcwał...
    Ale śmiały rycerz chwieje się na siodle,
    Widząc marę białą, która kroczy wpodle —
    Bez szelestu kroczy, w przestrzeń dłonie rwie
    — Elfico-szatanie! zczeźnij! nie kuś mnie!